A dowodzik jest? – cz.1.

6 grudnia 2017

Kampania naukowców zachęcająca do weryfikacji informacji i podawania źródeł w tekstach popularnonaukowych.

 

A dowodzik jest? Pytają młodzi naukowcy w specjalnej kampanii, zachęcając internautów do weryfikowania czytanych informacji i podawania źródeł w tekstach popularnonaukowych. Pseudonauka przekonuje nas, że coś jest w stu procentach pewne. Nauka docieka i bada – mówią.

Kampania informacyjna

Akcja „A dowodzik jest?” ma zachęcać internautów do weryfikowania informacji poprzez poszukiwanie dowodów naukowych jak również do zwracania uwagi na ich jakość lub brak. Jej organizatorami są:

  • twórcy portalu Mała Psychologia,
  • członkowie Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki,
  • rysowniczka Aleksandra Herzyk.

„Nasza akcja to promocja pewnego sposobu myślenia. Tak samo jak mówimy głośno o tym, by zdrowo jeść, by się wysypiać, tak samo powinniśmy mówić o tym, aby sprawdzać informacje, które czytamy np. w internecie. Dobrze byłoby, gdyby już w podstawówce był przedmiot, który uczy nas, jak zdobywać informacje, jak weryfikować źródła, jak do nich docierać, jak sprawdzać, czy dane źródło jest dobre czy nie. Wiemy jednak, że to się nie wydarzy w najbliższych miesiącach. Jedyne, co możemy zrobić, to zacząć o tym mówić” – mówi PAP Monika Aksamit-Koperska reprezentująca stowarzyszenie Rzecznicy Nauki.

Prowadzący akcję naukowcy zachęcają więc internautów do weryfikowania czytanych w sieci informacji, zaś autorów tekstów popularnonaukowych do podawania źródeł, z których korzystają pisząc o badaniach.

Lajkuj ostrożnie – kampania w portalach społecznościowych

Akcja wystartowała na Facebooku, bo – jak mówią jej twórcy – to portal społecznościowy, szczególnie podatny na rozpowszechnianie nierzetelnych informacji. „W portalach społecznościowych załamuje się stary typ edytowania informacji. Kiedyś za wyłapanie błędów, sprawdzenie merytoryczne informacji odpowiedzialny był edytor. Kilka osób musiało spojrzeć na informację, zanim ujrzała ona światło dzienne. Natomiast na portalach społecznościowych każdy może coś napisać, a edytorem jest społeczność. Lajkując dodajemy takiej informacji wiarygodności. To jest cały sposób przyswajania informacji przez społeczeństwo, który nie wydaje się nam dobry” – zauważa rozmówczyni PAP.

Co powinno sprawić, że podczas czytania sensacyjnych doniesień naukowych zapali się nam czerwona lampka? Może być to już sama konstrukcja artykułu – tłumaczą. „Jeżeli ktoś w takim tekście bardzo mocno przekreśla dotychczasowe ustalenia i mówi, że ma remedium na wszystko. Jeżeli podkreśla, że wielu przed nim próbowało dokonać odkrycia, ale tylko jemu się udało. Jeżeli argumentuje swoje hipotezy nie badaniami, ale anegdotycznymi przykładami” – wylicza przedstawicielka Rzeczników Nauki.

Jak odróżnić fake news od prawdziwej informacji?

Czasami rzeczywiście trudno odróżnić fake newsa od informacji prawdziwej, szczególnie, że lubimy sensację i daliśmy się do niej mediom przyzwyczaić.

Dominik Kantorowicz z portalu Mała Psychologia zauważa, że warto zdać sobie sprawę z jakiej strategii korzystamy w starciu z nową informacją. Amerykański psycholog prof. Thomas Gilovich wyróżnił dwie proste strategie jakimi możemy się posługiwać w starciu z nowymi informacjami. „Pierwsza zasada: +Czy mogę w to uwierzyć?+, wynika z naszego pragnienia, by coś było prawdą. Umotywowani w ten sposób będziemy skłonni akceptować dowody gorszej jakości za wystarczające do uznania prawdziwości jakiegoś przekazu.

Druga, odmienna strategia, jaką możemy przyjąć to: +Czy muszę w to uwierzyć?+, która jest przyjmowana wobec informacji, których nie chcemy zaakceptować. Zdaniem Gilovich’a w tym przypadku będziemy mniej skłonni do poszukiwania informacji, ale również bardziej wobec nich krytyczni i wymagający” – mówi Dominik Kantorowicz.

www.mala-psychologia.eu/pytaj-o-dowody

źródło: naukawpolsce.pap.pl. autor: E.Krajczyńska, oprac:infoON

Czytaj więcej: A dowodzik jest? – cz. 2.